Drobne przyjemności po porodzie

with 9 komentarzy

częściowo pomalowane paznokcie

Minęły ostatnie, cięższe dni ciąży, kiedy nie mogłaś się doczekać momentu porodu, a wszyscy znajomi posiadający już dzieci z wyższością ekspertów twierdzili, że nie wiesz o czym mówisz. „Tylko poczekaj, a zobaczysz co to jest zmęczenie…”, „wyśpij się na zapas”, „korzystaj, poczytaj, idź do kina – bo potem możesz o tym zapomnieć” – znacie to? Minął poród, moment niezwykle trudny i szczęśliwy; wyszliście ze szpitala.

I  wracasz do domu z małym człowiekiem, wymagającym opieki 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, 365 dni w roku. Opieki ciągłej i troskliwej, uwagi, czułości, uważności na potrzeby, których nie jest w stanie wypowiedzieć. I w tym jesteś ty – zakochana w tej małej istotce, ale może jednocześnie ciągle zmęczona po porodzie, może zagubiona w opiece nad dzieckiem, może nieprzygotowana na to, jak bardzo z dnia na dzień zmieniło się Twoje życie.

Będąc w tym momencie, w natłoku bardzo różnych uczuć, odczuwałam również brak prostych przyjemności, do których byłam przyzwyczajona. Przyjemności, na które każdy może sobie pozwolić i nad którymi nigdy wcześniej się nie zastanawiałam. W zasadzie zwykłych czynności. Ale, kiedy mogłam wykonać je po raz pierwszy po ciąży, odczuwałam przynajmniej podwójną przyjemność.

 

Wanna

Może jesteś typem prysznicowym. Ale ja uwielbiam wannę. Uwielbiam leżeć w pianie i czytać książkę. A jak gra muzyka to już w ogóle:) Po cięciu cesarskim, ze względu na ryzyko zakażenia, przez okres 6 tygodni nie powinno się wchodzić do wanny – a że nie chciałam żadnych dodatkowych komplikacji – to nie wchodziłam. I bardzo mi tego brakowało. Ale pierwszą kąpiel po tym okresie naprawdę świętowałam.

 

Pomalowanie paznokci

Do porodu zmywa się lakier z paznokci. Większość szpitali wymaga, żeby personel miał możliwość obserwacji koloru paznokci i szybkiej reakcji na niepokojące zmiany. Nie mówiąc o procesie malowania paznokci z wielkim brzuchem w trakcie ciąży…

A przyznam, że bez lakieru na paznokciach u nóg czuję się wręcz naga. I kiedy po porodzie mogłam pomalować je z powrotem –na chwilę poczułam mocniej, że jestem kobietą. Nie matką, ale kobietą. A jeśli uda się wyrwać do salonu na pedicure – podwójna przyjemnośćJ

 

Wyjście do fryzjera

Do fryzjera muszę chodzić w miarę regularnie (farba, farba). Ale po porodzie często trudno się zebrać. Żeby zadzwonić i się umówić, żeby znaleźć kogoś, kto zostanie z dzieckiem, żeby oderwać się na godzinę od malucha. Powiem Wam – warto! Hodowanie odrostu nie poprawia humoru. Pozbycie się go owszem. A jeszcze możliwość ploteczek bądź spokojnego zagłębienia się w gazecie.

 

Spacer i kawa

Jedną z pierwszych rzeczy, jaką robi się z noworodkami poza domem, są spacery. Czasem traktowane jako przyjemność, czasem jako obowiązek – szczególnie zimą gdy trzeba ubierać siebie i dziecko w grube warstwy. Ale ze spaceru warto skorzystać. I zapewnić sobie przyjemności.

Jeśli to możliwe – rozmowę z koleżanką, która również ma dziecko (ja dla takich przyjemności potrafiłam przejechać pół miasta). Jeśli nie – może uda się usiąść przy stoliku wystawionym na zewnątrz, zamówić kawę, poprzeglądać gazetę, rozejrzeć się dookoła. Ja byłam w tej super sytuacji, że niedaleko mojego domu obok cukierni otwarty był ogródek. Najmłodszy spał w wózku zaraz obok na świeżym powietrzu. Win-win.

Ale równie przyjemne może być chociażby wzięcie kawy (z dziką rozkoszą pozwalałam sobie na jedną filiżankę w okresie karmienia) w kubku termicznym na spacer do parku, ulokowanie się na słonecznej ławce i wyciągnięcie książki.

Dzień dla mnie

Przy niemowlaku najbardziej męczyło mnie bycie w ciągłym stanie gotowości. Brak możliwości zaplanowania czegokolwiek, bo drzemka równie dobrze mogła trwać godzinę, trzy godziny jak i pięć minut. I do dziś pamiętam jak po kilku ciężkich miesiącach z pierworodną, mąż zorganizował mi dzień dla mnie. Dzień dla mnie był w domu. Mąż był główną osobą zajmującą się córą. Ja ją dostawałam na karmienie. Nie musiałam reagować na każdy płacz. Byłam zmęczona. Siedziałam i oglądałam seriale. Walking dead. Cały sezon. Było lepiej niż w kinie:)

 

Założenie normalnych spodni

Znacie to? Niby dziecka już nie ma, ale brzuch jakoś nie chce wrócić do poprzedniego stanu. I tydzień po ciąży, dwa tygodnie, trzy chodzisz w spodniach „z golfem” dla ciężarnych, legginsach ciążowych. I przyznam, że z jednej strony było to wygodne. Ale z drugiej trochę dołowało. I kiedy udało mi się wskoczyć w normalne dżinsy dało mi to poczucie satysfakcji. Naprawdę. Mała rzecz a cieszy. I co z tego że dżinsy te pochodziły z okresu kiedy ważyłam dużo więcej niż przed ciążą? Dżinsy bez golfa to dżinsy bez golfa:)

Co jeszcze? Pierwsze ćwiczenia fizyczne, pierwszy łyk wina, pierwszy spokojny wieczór z mężem, wyjście z przyjaciółką, pierwsze sushi i pierwszy stek. Niby nic, a jak cieszy. A Wy? Macie swoje typy?

I tak – celowo nie piszę o szczęściu z patrzenia na dziecko czy przytulenia małego człowieka:) To główny napęd po porodzie – ale warto zadbać też o chwile dla siebie (i tylko siebie).

  • Ja jeszcze jestem na etapie słuchania tych wszystkich „dobrych rad”, poród w lipcu… ale Twój blog bardzo mi się spodobał i na pewno będe wpadać częściej 🙂

    • Asia – Matka w Kratkę

      Zapraszam:) Będzie jeszcze i trochę ciążowo (choć ja się na to już nie piszę☺), i macierzyńsko, i życiowo! A póki co (he, he☺) – korzystaj z czasu!

    • Na „dobre rady” to się dopiero szykuj! Odporności psychicznej życzę 😉

  • Przed narodzinami Szpinakożercy liczyłam właśnie na te spacery, szczególnie że rodził się latem, więc pogoda miała być piękna….niestety Młody zbuntował się totalnie na wózek…do tej pory średnio go lubi. A mi pozostały 30-minutowe spacery (dokładnie tyle trwała jego drzemka) i szybki bieg do domu z wyjącym dzieckeim w wózku hehe 🙂 Pozdrawiam 🙂

    • Asia – Matka w Kratkę

      O kurczę, to faktycznie demotywujące do wyjść… Choć w tym roku już pewnie będzie mógł wyruszać bez wózka na podbój okolicy:) Przy 12 kilogramach Najmłodszego mam przy tym małą siłownię i wyzwanie jak ograniczyć ilość spożytego przez niego piasku, trawy i kamieni. Ale jak potem ładnie drzemie w domu:)

  • Asia – Matka w Kratkę

    No ba! Zbieracki tryb życia rządzi:)

  • O tak.. stan gotowości potrafi wykończyć psychicznie! Kawka zaparzona, a tu się okazuje, że drzemka dziś trwała 5 minut albo na spacerze okazuje się, że dziś jednak nie ma nastroju na spacerowanie ;). A na wino ciągle czekam… ehhh

    • Asia – Matka w Kratkę

      Oj tak:) Jakby tak policzyć te kubki niewypitej kawy.. Tak mi się przypomniał mem z jednorożcem;) Pewnie znasz: Mama „Chciałabym magicznego jednorożca”; Św. Mikołaj „Myśl realnie”; Mama „To chciałabym co rano 5 minut spokoju, żeby wypić kawę i się wysikać” Św. Mikołaj „Jakiego koloru ma być ten jednorożec?”