Na Mazury! Żagle z dzieckiem – czy, kiedy, jak?

with 3 komentarze

wakacje na mazury żagle z dzieckiem matka w kratkę
„Na Mazury, Mazury, Mazury, popływamy tą łajbą z tektury” Ale jak to? A co z dziećmi? Zabrać je na łódkę?

Żeglowaliśmy jako studenci. Uciekaliśmy na łajbę, żeby odetchnąć po pracy. A potem ciąża, dziecko. I Mazury wypadły z planów wakacyjnych. Aż w końcu postanowiliśmy spróbować, jak to będzie z dziećmi na żaglówce. Mieliśmy wizje płaczów, marudzeń i niebezpieczeństw. Okazało się, że zupełnie niesłusznie. Trzeba tylko odpowiednio się przygotować i zaplanować wakacje, zwrócić uwagę na wiek dziecka i jego bezpieczeństwo.

 

Po co w ogóle „ciągnąć” dziecko na łódkę?

 

Częste pytanie. Dlaczego „ciągniecie” dzieci tu czy tam?

Moja odpowiedź brzmi – bo lubię spędzać czas właśnie w taki sposób. I nie chcę z tego rezygnować dlatego, że mam dzieci. Egoistyczne? Moim zdaniem – nie! Chcę przeżyć coś fajnego WŁAŚNIE z moimi dziećmi. A pokazywanie im świata w sposób do nich dostosowany i rozwijający je, na pewno im nie zaszkodzi! Powiedziałabym, że wręcz przeciwnie.

Po pierwsze i najważniejsze – pobyt na łódce, i w ogóle, różne „przygody” z rodzicami mogą przyczynić się do rozwinięcia w dzieciach duszy odkrywcy, eksperymentatora i poszukiwacza przygód. Obudzić chęć na odkrywanie nowych rzeczy, szukanie nowych rozwiązań, ekscytowanie się nimi, zachęcić do dalszych eksploracji.

Co więcej – dzieci „miejskie” są bardziej miejskie niż my byliśmy w czasach naszego dzieciństwa. A tak mogą pochodzić po dzikszym kawałku lasu (choć tereny oblegane przez żeglarzy są nienajczystsze..), Poobserwować przyrodę i zwierzęta.

I doświadczyć rzeczy, które obecnie coraz trudniej znaleźć. Popatrzeć na gwiazdy nocą. Usiąść przy prawdziwym ognisku i upiec kiełbaskę na własnoręcznie znalezionym patyku. Wykąpać się w jeziorze. Dowiedzieć się co oznacza nadejście pierzastych chmur.

 

Od jakiego wieku dziecko może zacząć żeglować?

 

Na podstawie naszych doświadczeń i obserwacji – wiek około 2-2,5 to granica, kiedy można powoli zacząć myśleć o wyprawie na łajbę.

Młodsze dzieci – owszem, można je zabrać, jeśli komuś zależy i kiedy jedna osoba może zajmować się tylko dzieckiem. Pierwszy raz z dziećmi na żaglach byliśmy właśnie na rejsie rodzinnym (była też babcia i dziadek), kiedy nasze córki miały 1,5 oraz 3,5 lat. I przyznam – w zestawie rodzice + dzieci mogłoby to być ciężkie. W naszym przypadku, proporcja dorosłych do dzieci uratowała sytuację i rejs był całkiem przyjemny. Ale jedna osoba musiała być na stałe „przydzielona” do opieki nad roczniakiem.

Natomiast dwuipółlatek bardziej rozumie, co się dzieje dookoła, co jest niebezpieczne, co jest niedozwolone. W zeszłym roku żeglowaliśmy w ekipie – ja, mąż, Średnia córa (wówczas 2,5) oraz córa Najstarsza (4,5). I było już fajnie – choć w grę wchodził raczej nie relaks, a przemierzanie pokładu za dziećmi.  Ale dzieci dawały radę.

Z trzyipółlatkiem – można o żaglach myśleć już poważniej. W tym roku, córki podrosły o rok (3,5 oraz 5,5), a  żagle z nimi o wiele łatwiejsze i satysfakcjonujące – i dla nas i dla nich.

 

Jak zabezpieczyć dzieci na łódce?

 

Po pierwsze – za każdym razem tłumaczyliśmy dziewczynkom co i jak, co można a czego nie, kiedy są momenty bezpieczniejsze, a kiedy trzeba spokojnie siedzieć na pokładzie. Przykładowo, ważne jest, żeby dziecko miało cierpliwość przy operacji wychodzenia z portu i zrozumiało, że później będzie bardziej interesująco.

Kamizelki ratunkowe – to obowiązkowy element wyposażenia. I podstawa. Zawsze na dzieciach! I koniecznie zapięte pomiędzy nogami – żeby w razie czego się nie zsunęły. Na szczęście dla dzieci założenie kamizelki ratunkowej to też świetna zabawa. Szczególnie, że każda z nich miała gwizdek:)

Kolejna podstawa – to rozsądna opieka rodzica. Z małym dzieckiem – czyli do tych 2, 2,5 lat, kiedy zaczyna rozumieć i słuchać – trzeba być cały czas. Ze starszym – kiedy wybierze się na wyprawę po pokładzie, szczególnie jeśli łódka płynie.  U nas z wyjazdu na wyjazd widać coraz lepsze obycie cór z łódką, sprzętem, żaglami, łatwiej im zachować równowagę, podejmują lepsze decyzje – i to wpływa na nasze podejście do tego, na co możemy im pozwolić samym – i na łódce i w porcie – a na co nie do końca.

Ale też nie szarżujemy – przy większych wiatrach refujemy jeden żagiel, przy zbliżającej się burzy – żagle zrzucamy i włączamy silnik.

I tak naprawdę – to wszystko z czego korzystaliśmy. Widziałam łódki z siatką założoną na relingach burt – i wydaje mi się to dobrym pomysłem na zabezpieczenie małych wędrowniczków.

 

Odpowiednie zaplanowanie rejsu

 

Co to znaczy odpowiednie? To znaczy uwzględniające wytrzymałość dziecka.

Już nie „z Węgorzewa na Ruciane wykonamy skok”. Raczej leniwy rejs, raczej krótszy (dwu- trzygodzinny) i częściej przerywany postojami.

 

Co robić z dzieckiem w czasie rejsu?

No właśnie – kolejny klucz do sukcesu to zapewnienie dzieciom rozrywki i różnorodności.

U nas można wyróżnić etapy:

  • Etap pierwszy – zainteresowanie tym co dzieje się dookoła, chęć trzymania linek” czy steru.
  • Etap drugi – chęć eksplorowania łódki, przejścia po pokładzie, moczenia stopek (przy odpowiedniej budowie łódki)
  • Etap trzeci – „jestem głodna”J Ale nie ma jak wyciągnąć czereśnie i pluć pestkami do jeziora.
  • Etap czwarty – dzieci potrzebują wymyślania zabaw. Może to być liczenie łódek, dostrzeganie przedmiotów, zagadki. Może być śpiewanie szant, które moje uwielbiają. Może być pozwolenie im na własną zabawę pod pokładem.
  • Etap pięty – „nuuuuudzi mi się”, w którym, szczególnie jeśli nie chce się dziecka zrazić do pływania, warto powoli szukać miejsca do przybicia. W samych poszukiwaniach dzieci też chętnie biorą udział. Super są postoje na dziko, szczególnie w miejscach gdzie można popływać, jest łagodne zejście do wody i miejsce na ognisko.

 

Pamiętajcie o wzięciu zabawek

Łódka to świetna okazja na planszowe gry rodzinne. Warto mieć coś nowego – szczególnie w razie niepogody, czym dzieci się podekscytują. My gramy w biedronki – grę tylko na łódki. A jeśli nie gry – warto pomyśleć o innej rozrywce, książkach, zeszytach z zadaniami do rozwiązania.

 

I biorąc to wszystko pod uwagę – tak, rejsy z dziećmi są możliwe i mogą być fajne. Oczywiście nie ma mowy o relaksie z piwkiem czy opalaniu na pokładzie. Ale widok dzieci uczących się wiązania węzłów żeglarskich to wynagradza!

  • Ja jako dziecko byłabym zachwycona, jako dorosła też 🙂

  • Świetne! 🙂 Nie wszystkie wakacje z dzieckiem muszą oznaczać jedynie wakacje all inclusive w obcym kraju, gdzie dzieckiem zajmuje się animator- nie przeczę, że jest to również super rozwiązanie,ale miło słyszeć, że ktoś decyduje się na zmiany i różnorodność. Nowe doświadczenia są dziecku potrzebne. Póki robi się coś z głową- a widzę, że wakacje z dziećmi zaplanowaliście dokładnie i bezpiecznie- wyjdzie to dzieciom tylko na dobre:)

  • Dobrze napisane! My z naszym synem dużo jeździmy i zwiedzamy. Co prawda na żaglach jeszcze nie byliśmy ale rowery są w ciągłym użyciu odkąd nasze dziecko skończyło 1,5 roku.